Społeczności:TwitterAre.na

Strumień

Luźne myśli, codzienność i rzeczy w toku.
Taki zrzut z głowy.

Przypięta notatka

Tajny projekt

26%

Tutaj śledzę sobie postęp mojego tajnego projektu.
Na razie prawie nikt oprócz J. nie wie, co to jest, ale idzie nieźle.
Uprzedzając - nie, to nie ciąża ;)

Skończyłem grać w Mass Effect 1 (swoją drogą przeszedłem go, bo byłem ciekaw fabuły; system walki i zadania poboczne były słabe) i zacząłem grać w Resident Evil, remaster pierwszej części.


Jestem z siebie całkiem zadowolony, bo mocno wykorzystuję zajawkę na krótkofalaratwo i dużo się uczę, dzięki zapałowi nauka mi łatwo wchodzi. Zorganizowałem sobie fiszki w Anki do nauki alfabetu fonetycznego NATO, Q Codes i zagadnień z egzaminu, które muszę wykuć, np jakie częstotliwości w konkretnych pasmach są dozwolone dla amatorów.

Ha ha! Znalazłem mój multitool, który zgubilem kilka miesięcy temu! 💪

Rozważam powrót do małych notatniczków do zrzucania takich luźnych myśli.
Zawsze mam dylemat pomiędzy rzeczami papierowymi i cyfrowymi. Na przykład pomiędzy notatniczkiem i tym blogiem. Mam już ten "strumień" do takich małych wpisów i luźnych myśli. Jest też chyba większa szansa, że kiedyś to przejrzę, bo do tych notatników prawie nigdy nie zaglądam. Ale papier ma w sobie coś kuszącego. Lubię pisać, lubię trzymać w ręku pióro wieczne... I lubię format takiego małego, kieszonkowego notatniczka. Większe zeszyty, np LEUCHTTURM1917 też są super i długo z nich korzystałem, ale kieszonkowy notatnik mogę mieć zawsze przy sobie i bazgrać w nim wszedzie wszystko to, co mi przyjdzie do głowy. Jest też coś romantycznego w sposobie, w jaki się niszczy.

Ten konkretny notatnik kupiłem w Tigerze w Rzymie. Był komplet 2 za kilka euro. Bardzo tanio i jakość adekwatna do ceny. Owinąłem go taśmą klejącą, żeby się tak nie rozpadał. W pierwszym z nich notowałem włoskie słówka i rozmówki, których się akurat uczyłem. A generalnie stosowałem w nim moje standardowe podejście - od przodu zwykłe, robocze notatki, a od tyłu bardziej osobiste wpisy, coś w rodzaju pamiętnika. Nie wiem, kręci mnie taki format.

Jest jeszcze opcja pomiędzy, czyli coś w rodzaju ReMarkable - epapier, enotatnik, ewentualnie skanowanie notatnika, żeby mieć cyfrową kopię, ale to dużo zachodu, niekonieczne potrzebne i mam wrażenie, że łączy wady obu światów. Raczej w to nie pójdę.

Zmieniłem nazwę strony "Projekty" na "Praxis", bo chcę tam sobie zbierać różne moje pomysły wdrażane w życie, niekoniecznie tylko "projekty", bo "projektów" robię dość mało, a takich drobnych pomysłów stanowczo więcej. A też mnie cieszą. Trochę też przerobiłem jak ta strona Praxis będzie wyglądać, ale migracja na nią trochę mi zajmie.

Skończyłem dzisiaj grać w Gothic 1 i zacząłem Firewatch. Ciekawe doświadczenie, bo akcja jest osadzona pod koniec ubiegłego stulecia w chyba jakimś parku narodowym w USA. Ciekawe, dlatego że wywołało u mnie takie dziwne uczucie zdania na siebie. Jestem sam w ogromnym parku, właśnie zacząłem pracę jako strażnik wypatrujący pożarów. Wkoło nikogo. Mam tylko kontakt przez krótkofalówkę z moją przełożoną. Jeśli coś mi się stanie poza wieżą, moim stanowiskiem pracy, to może po jakimś czasie zaniepokoi to właśnie ją, ale czy ktoś da radę mnie odnaleźć na czas? Chyba w tę pracę jest wpisana zgoda na ryzyko, że nie.
Jakoś nie jestem do tego przyzwyczajony, do takiej dziczy. Nawet jak wyjeżdżam poza miasto i w góry, to chodzę tylko po uczęszczanych szlakach i zazwyczaj mam zasięg w telefonie.

Wrzucę tutaj fragment screenshota z mojego najnowszego pomysłu zainspirowanego modelami GPT-5.6 i panem Japończykiem z jego farmą brokułów. Jest bardzo duża szansa, że nic z tego nie zrobię, więc może chociaż za parę lat przypomnę sobie mój szalony zryw na rzeczy niemożliwe ;)

Muszę w końcu napisać post o tym, jak korzystam z Codex, zwłaszcza, że chyba Codex się kończy, a zaczyna się ChatGPT Work.

Rozwój AI jest jakimś dużym punktem w moim życiu. Poraża mnie tempem, ale też możliwościami. Nie wiem, czy pozytywnie, czy negatywnie.
Z jednej strony możliwości są ogromne - motto OpenAI - "you can just build things" - dokładnie określa to, co czuję. Mogę w końcu zebrać moje pomysły do kupy i sprawić, żeby stały się prawdą. Nie tylko te cyfrowe, ale też takie w świecie rzeczywistym. A to dzięki temu, że AI daje mi z jednej strony możliwość oszczędzania czasu w pracy i pracą nad swoimi projektami w międzyczasie, ale też dostępem do przystępnej wiedzy lepszym, niż kiedykolwiek. Bardzo prosto jest teraz poznać jakiś koncept od podstaw. Inspiruje mnie taki gość, Japończyk, Hiroki Tomiyasu, który wykorzystał ChatGPT i Codex do stworzenia zautomatyzowanej farmy brokułów, choć kompletnie się na tym nie znał.
Z drugiej strony, muszę walczyć ze sobą, żeby nie mieć FOMO. Robię sobie swoje projekty i aplikacje i muszę walczyć z myślą, że muszę je zrobić jako pierwszy, że może jak ktoś zrobił coś podobnego, albo pewnie zaraz zrobi, to nie ma po co tego robić. Takie myślenie ma duży potencjał, żeby odebrać mi radość z działania.

Czytam sobie to CD Action i wzbiera we mnie taki ogromny apetyt na zagranie w te wszystkie ciekawe gry, a jednocześnie jest tyle książek, które chciałbym przeczytać i tyle filmów i seriali, które chciałbym obejrzeć… Życia mi na to nie starczy :p

Poczyniłem ciekawe zakupy. Kupiłem kadzidełka japońskie, biały popiół do miseczki, żeby ładnie stały, i miseczkę z Action. Ciekawe jak to będzie działało, podobno w tych japońskich jest mniej dymu niż w indyjskich.

I kupiłem sobie z ciekawości CD Action, nigdy tego nie kupowałem, wiec jak wróciłem do grania, to pomyślałem, że może poczytam tam coś ciekawego :p