Społeczności:TwitterAre.na

2022-11-23 Parov Stelar na Torwarze

Byliśmy z J. na koncercie.

Najpierw wyleję swoje żale. Prawie spóźniliśmy się na pociąg, kolejka do Burger Kinga była długa, w Uberze śmierdziało papierosami, przed wejściem mnie obmacali i kazali schować plecak w depozycie za 20 zł, woda do picia była droga i bez nakrętek, a grajek, który grał jako support, był nudny i bardzo głośny, przez co fizycznie nieprzyjemny (sorry el siciliano).

Teraz smaczne.

Review ENParov Stelar i jego zespół to prawdziwi mistrzowie show. Początek koncertu był bardzo efektywny, głośny i pobudzający, od razu zaczęli akcję. Potem z numeru na numer pokazywali coraz ciekawsze rzeczy. Nie wiem, jak długo muzykują ze sobą, ale byłem pełen podziwu dla ich zgrania. Nie było ani jednej osoby (może poza perkusistą), która by po prostu stała w miejscu.

Nie mam pojęcia, czym zajmował się sam Parov. Nie wiem czym zajmuje się DJ na koncercie z zespołem. Miał dwa laptopy, kiwał się do muzyki, machał do kolegów, coś do nich mówił, ale poza tym ciężko mi stwierdzić, czy nie przeglądał po prostu przez cały czas Onetu.

Poza Parovem występowali:

- Loszka w białym kardiganie

- Bruno Mars

- Mój kolega Igor z pracy, gdyby był gitarzystą

- Perkusista, ale go nie widziałem, bo był za winklem

- J. mówi, że był też ktoś na klawiszach, ale jej nie wierzę

Oraz boskie trio:

- Męska, dorosła wersja Lisy Simpson (saksofonista)

- Trębacz

- Też trębacz, tylko z taką długą trąbką suwaną w przód i w tył

Matko, wiedziałem, że saksofoniści normalnie sobie czasem coś się tam pobujają na scenie, ale sposób, w jaki ta konkretna sekcja dęta prowadziła imprezę — z tańcem, skakaniem, bujaniem się, wchodzeniem w interakcję z innymi członkami zespołu, i przeróżnymi solo, to było coś absolutnie niesamowitego.

Mój kolega Igor też dawał radę. Zastanawiałem się, jak potoczyło się życie tego człowieka, że nie zakończył fazy grania na gitarze gdzieś po studiach, ale występuje teraz z takim zespołem w różnych krajach.

Na koniec loszka w białym kardiganie i Bruno Mars, bo oboje byli niesamowici, ale nie zaskoczyli mnie tak bardzo, jak boskie blaszano-dmuchane trio. Od samego początku rozgrzewali publiczność, byli całymi sobą zaangażowani w to, co się dzieje na scenie. Przed koncertem bałem się, że nagrania wokalne będą z sampli, więc obecność wokalistów była wielką ulgą i radością, chociaż duża głośność nie pozwalała wychwytywać wszystkich smaczków w ich głosach.

Nie słucham tego typu muzyki, więc po występie supportu byłem pewien, że będę się nudził, jednak tak się nie stało, i na koniec koncertu czułem już mocną więź z całym zespołem; zaprzyjaźniłem się z nimi bardzo. W pewien sposób zacząłem rozumieć, co mają na myśli ludzie mówiący, że muzyka to język uniwersalny. Bardzo się cieszę z tego wieczoru. Pomimo różnych niedogodności, które mocno psuły mi humor, świetna muzyka oprawiona w przepyszny show nasyciła mnie niesamowitymi przeżyciami, pod których wrażeniem pozostanę na długo.